Co ten rok ze mną zrobił?
Koniec roku zawsze jest dobrą chwilą na podsumowania, wspomnienia i wnioski.Ale zaraz potem refleksja zamienia się w rachunek sumienia i pojawia się pytanie: co ja zrobiłem z czasem, który był mi dany?
Czas nie jest tylko czymś, co mija. Czas pracuje. Zostawia ślad w myśleniu, w relacjach, w sumieniu.
Może człowieka kształtować, ale może też go zużywać. Można przeżyć rok intensywnie, a jednocześnie nie zrobić ani jednego kroku do przodu. Można też przejść przez doświadczenia bolesne, a mimo to wyjść z nich bardziej dojrzałym. Pytanie więc nie brzmi: ile się wydarzyło? lecz: kim się stałem?
Miniony rok mógł mnie nauczyć cierpliwości albo tylko utwierdzić w zniecierpliwieniu.
Mógł otworzyć mnie na innych albo zamknąć w jeszcze ciaśniejszym kręgu własnych racji. Mógł pogłębić wrażliwość sumienia albo ją stępić. Czas nie jest neutralny. On albo prowadzi ku wzrostowi, albo odsłania regres, nawet jeśli na zewnątrz wszystko wygląda tak samo.
To samo dotyczy wiary. Być chrześcijaninem to nie znaczy tylko „trwać” w Kościele z roku na rok.
Wiara, która nie dojrzewa, powoli zanika. Trzeba więc zapytać uczciwie: czy ten rok przybliżył mnie do Boga, czy raczej nauczył mnie życia tak, jakby Go nie było? Czy modlitwa stała się bardziej prawdziwa, czy bardziej rzadka? Czy Słowo Boże częściej było światłem, czy tylko wspomnieniem? Czy sakramenty były miejscem spotkania, czy jedynie rytuałem, który da się odłożyć na później?
Czas obnaża prawdę o wierze. Można przeżyć dwanaście miesięcy „po chrześcijańsku” na zewnątrz, a wewnętrznie zrobić krok do tyłu.
Można też doświadczyć osłabienia, wątpliwości, a nawet kryzysu, i mimo to zrobić krok naprzód, jeśli był to krok ku prawdzie. Rozwój nie zawsze wygląda jak sukces. Czasem ma kształt uczciwego uznania własnej biedy.
Na końcu roku warto więc stanąć nie przed bilansem osiągnięć, lecz przed pytaniem o kierunek. Czy idę w stronę większej dojrzałości jako człowiek? Czy jestem bardziej zdolny do przebaczenia, odpowiedzialności, wierności? Czy jako chrześcijanin żyję bardziej Ewangelią?
Nowy Rok staje się kolejnym darem czasu, który Bóg składa w dłonie człowieka. Nie po to, by go po prostu „zużyć”, ale by pozwolić mu wzrastać.
Bo czas, nawet jeśli bywa stracony, nie musi być zmarnowany do końca. Jeśli prowadzi do prawdy o sobie, może stać się początkiem kroku do przodu.
Ks. Tomasz Białoń.