Tradycjonaliści - samozwańczy strażnicy Prawdy?

Tradycjonaliści - samozwańczy strażnicy Prawdy?
fot. info.catho.be / Bractwo Kapłańskie św. Piusa X
o. Andrzej Sarnacki SJ

Mentalność fundamentalistyczna poprzez swój dogmatyzm jest niezdolna do zrozumienia inaczej myślących, przypisując im od razu demoniczne poglądy i szafując prywatnymi ekskomunikami. Czy tak zwany tradycjonalizm jest jedną z takich mentalności?

Papież Franciszek, jak każdy jezuita, przeszedł przez doświadczenie Ćwiczeń duchowych, które są szkołą osobistego przeżycia Ewangelii, pomagającą wejść również w istotę Eucharystii. Ćwiczenia duchowe nie są jeszcze jedną ofertą w supermarkecie duchowości, ale najlepszą formą rekolekcji, co zostało potwierdzone przez wielu papieży, a ich autor św. Ignacy z Loyoli jest patronem wszystkich rekolekcji. Ćwiczenia dobrze przeżyte i kontynuowane w życiu prowadzą do duchowego autentyzmu, oczyszczenia motywacji, lepszego poznanie Chrystusa, przylgnięcia do Niego, pragnienia pełnienia Jego woli. Pomagają również w rozeznawaniu duchowych poruszeń, unikaniu podstępów złego ducha, który kusi pod pozorem dobra (najczęstsza pułapka chrześcijan). Wreszcie u wielu wzbudzają gotowość oddania swego życia dla Chrystusa. Stąd w historii naszego zakonu ponad tysięczna rzesza męczenników, jezuitów, którzy oddali swe życie dla Tego, wobec którego wszystko inne to strata i śmieci.

I wszystkiego tego brakuje mi w argumentacji tradycjonalistów. Ich powrót do liturgii trydenckiej jest o tyle zrozumiały, że w praktyce zmian liturgicznych, jakie wprowadził Sobór Watykański II, zaciera się czasem poczucie sacrum i misterium. Dzieje się tak przez niedbalstwo, laksyzm czy zeświecczenie w przypadku niektórych kapłanów. Przyjście do ołtarza w górskich butach, neurotyczne zachowania podczas liturgii czy improwizowane modlitwy, nie komunikują powagi ceremonii. Problematyczne stają się nierzadko np. obrzędy Wielkiego Tygodnia, jeśli celebrans występuje w roli dyrygenta, stale coś komuś tłumacząc, gestykulując, sprawiając wrażenie rozproszonego, próbującego opanować chaos, którego jest częścią - a nie kapłanem sprawującym Ofiarę. Podobnie księża, którzy chcąc uatrakcyjnić Mszę tworzą reality show, ze sobą w roli głównej. Liturgia powinna być piękna w swojej prostocie i głęboka w przekazie. I liturgia zamierzona przez Sobór Watykański II ma głęboką teologię oraz prowadzi do tego samego, co poprzednia forma liturgii i ta pierwszych wieków chrześcijaństwa - do przeżywania śmierci i zmartwychwstania naszego Zbawiciela.

Wyjątkowość seryjna

Dlaczego zatem tradycjonaliści negują soborowe zmiany? Tłumaczą to wiernością tradycji. Czasem wynika to z kontrastu niewłaściwej praktyki, o czym była mowa wcześniej. Innym razem chodzi o coś bardziej osobistego. Patrząc przez pryzmat reakcji można zauważyć, że w zachowaniach i oczekiwaniach tradycjonalistów istnieje wiele podobieństw do zachowań jakiejkolwiek grupy osób o tendencjach fundamentalistycznych, czy to religijnych czy świeckich, partyjnych bądź kulturowych, wyznających surowe zasady obyczajowe, bądź propagujących "jedynie słuszne" ideologie. Natężenie występowania takich grup przypada zwykle na okres wielkich zmian kulturowych, systemowego wstrząsu, gdy dotychczasowe, powszechnie akceptowalne reguły zostają zakwestionowane, przez co pojawia się klimat relatywizmu, niepewności, skutkujący poczuciem zagubienia. Dla wielu jedynym wyjściem staje się wówczas poszukiwanie trwałych punktów odniesienia, głównie w tradycji, którą pojmują na sposób raz na zawsze określony, sztywny, niezmienny, niekwestionowany, dogmatyczny. Ciasnota intelektualna jest wtórna wobec lękowego poszukiwania bezpieczeństwa.

Ten mechanizm obronny uaktywnia się zwłaszcza u ludzi z wysokim poziomem lęku i pesymizmu, widzących świat czy Kościół w świetle zagrożeń apokaliptycznych, preferujących ściśle określone struktury, u ludzi, którym bezwzględnie potrzebny jest bezwzględny autorytet i którzy widzą rzeczywistość w czarno-białych barwach dualizmu. Jedną z takich grup religijnych byli amerykańscy fundamentaliści chrześcijańscy, o których zaczęło być głośno na początku XX wieku. Wywodząc się z tradycji protestanckiej, w naturalny sposób za najwyższy autorytet uznawali Biblię, której każdy fragment traktowali dosłownie, nie zwracając uwagi na charakter metaforyczny wielu tekstów, ich pozanaukowe (według współczesnego rozumienia nauki) koncepcje czy konieczność odczytywania tekstów w kontekście, w jakim powstały, by nie przypisać im interpretacji sprzecznej z zamierzoną przez autora.

Prawo do jednej reformy w historii

Z kolei fundamentaliści katoliccy przejawiają tendencję dogmatyzacji liturgii, nadmiernego formalizmu kultycznego, separowania "prawdziwych" wyznawców od "fałszywych". To przyznanie sobie prawa do oceny i odnalezienie się w ekskluzywnej grupie wybranych, wiedzących lepiej niż inni (łącznie z papieżem), jest stale karmione przykładami błędów i wypaczeń wśród "fałszywych katolików". W bogatej tradycji Kościoła można znaleźć wiele tekstów, które odłączone od całości służyć będą przyznaniu racji absolutnej takiemu czy innemu rygoryzmowi. Stąd autorytarne twierdzenia o rzekomym zerwaniu Soboru Watykańskiego II z tradycją, czy obciążanie Soboru odpowiedzialnością za sekularyzację społeczeństwa (choć np. Kościół Prawosławny w Grecji nie miał Soboru, a uległ takim samym procesom sekularyzacji).

Historia zna wiele przykładów takich grup, które z czasem dryfują w kierunku sekciarstwa, a dogmatyzując coraz bardziej selektywne elementy tradycji, stają się wyznawcami reguł, norm i przepisów, co daje im prawo wykluczania członków nieprawomyślnych. Nawet na papieża znajdzie się paragraf. W dodatku kreując się na strażników Prawdy, pompują poczucie własnej wartości i wyjątkowości. Jaką udręką są ludzie religijni, czczący literę bez rozumienia jej ducha! Jest to rodzaj poważnego kalectwa duchowego, przed którym Ewangelia przestrzega w wielu miejscach.

Mentalność fundamentalistyczna poprzez swój dogmatyzm jest niezdolna do zrozumienia inaczej myślących, przypisując im od razu demoniczne poglądy i szafując prywatnymi ekskomunikami. Jeśli czyjś tekst ma sto punktów, 99 jest poprawnych, ale jeden z nich można interpretować dwuznacznie, to fundamentalista skupi się na tym jednym, na tej dwuznaczności i przypisze autorowi intencje, które tamtemu przez myśl nie przeszły. Takie "uświadamianie", pospolicie podłe i rodem z najgorszych praktyk manipulacji, poczytywane jest za cnotę mądrości i kolejny dowód na swą intelektualną wyższość. Fundamentalista nie jest też zdolny do krytycznego spojrzenia na luki we własnym myśleniu, nawet gdyby pokazał mu je anioł zesłany od Boga. Przyczyną jest arogancja, lękowa koncentracja na sprawach drugorzędnych, przy niezdolności widzenia spraw najważniejszych. W Ewangelii to przypadek faryzeuszy, których przede wszystkim interesowało, czy Jezus postępuje zgodnie z tradycją, czy nie pracuje w szabat, zachowuje czystość rytualną i fizyczny dystans do grzeszników. Dlatego nie dostrzegli kim był naprawdę i osądzając Go, uznali za bluźniercę godnego śmierci. Tak perwersyjna może być mentalność ludzi religijnych szczerze, ale fanatycznie.

Przekonania ma każdy, ale nie doświadczenie

Istnieje też jeszcze głębszy wymiar tego zjawiska, związany ze stanem ducha, który z całą oczywistością odsłania się podczas odprawiania Ćwiczeń duchowych. Fundamentalistyczne, surowe, skoncentrowane na zewnętrznych formach zachowanie uniemożliwia medytację. Praktyka dawania Ćwiczeń duchowych pokazuje, że ludzie z takim oddaniem broniący zewnętrznych form rytualnych, nie potrafią odnaleźć się w modlitwie, która wymaga dłuższego milczenia i wolności. Na przeszkodzie stoi mniej lub bardziej subtelna tendencja do kontrolowania procesu modlitwy, niezgoda na to, by nie wiedzieć, przekonanie o swej prawości (im bardziej filigranowe, tym bardziej szkodliwe), które zamykają osobę na doświadczenie spotkania i duchowego pocieszenia. Odwaga i bezkompromisowość prowadzonych przeciw członkom własnego Kościoła krucjat, wobec prostego faktu medytacji ujawniają podłoże emocjonalnej biedy i skarykaturowany obraz Boga. Jeśli osoba nie dostrzeże tej niespójności, pozostanie samotna przed murem Tajemnicy. Nie wątpię, że wśród tradycjonalistów są ludzie dobrej woli, chcący prawdziwie służyć Bogu. Nie twierdzę, że nie mają pewnej racji domagając się uroczystej formy sprawowania Mszy św. Nie uważam, że nie zasługują na szacunek. Jednak osoby te, bardzo skupione i poprawne na liturgii, paradoksalnie, często prowadzą powierzchowne życie duchowe ze względu na absolutyzację zewnętrzności, mylenie środków z celem i pychę.

Można by zapytać: Jaki Kościół chcecie tworzyć osądzając papieża, systematycznie negując jego nauczanie, przypisując mu motywacje niegodne chrześcijanina? Jaki macie obraz Kościoła, jaką wiedzę i jaki mandat, określając, który papież został wybrany z natchnienia Ducha Świętego, a który nie? Jaką ekwilibrystykę jeszcze zastosujecie, usprawiedliwiając własne twierdzenia przez wybiórczo wyciągane z tradycji teksty? Jak długo jeszcze rozbijając Kościół będziecie się powoływać na wierność tradycji? Ja jestem Benedykta, a ja Jana Pawła, ja Piusa X, a ja z kolei sam sobie sterem i żeglarzem … o Chryste podzielony!

Skrajności i uzurpacje

Dla uzupełnienia dodam, że nie tylko ta skrajność jest chorobą ludzi Kościoła. Zarówno progresiści, jak i tradycjonaliści, ponoszą ryzyko sprzeniewierzenia się Ewangelii. Pierwsi, bo bardziej przypominają celebrytów niż chrześcijan żyjących jakby byli nie z tego świata, drudzy, bo powtarzają iluzję powrotu do przeszłości, której nie rozumieją, a udając, że nią żyją, są znacznie bardziej, niż mogliby podejrzewać, zakładnikami swoich czasów. Tradycję trzeba znać i ją rozumieć. Dlatego autorytetem może być o. Henri de Lubac, jezuita i wielki znawca tradycji Kościoła, jeden z ekspertów na Soborze Watykańskim II, którego pasją była obrona wiary, a nie ekskomunikowany arcybiskup Marcel Lefebvre, powtarzający w kółko "tylko niczego nie zmieniajcie" i uzurpujący sobie prerogatywy papieskie poprzez postawienie się ponad autorytet Soboru Powszechnego.

W opisie Kościoła powinniśmy też unikać narzucanych nam z zewnątrz kategoryzacji i określeń, np. przypisywanie jednych do Kościoła otwartego, innych do zamkniętego, czy przeciwstawianie rzekomego Kościoła toruńskiego łagiewnickiemu, itp. Nie jesteśmy od tego, by spełniać oczekiwania takiej czy innej grupy medialnej. Kościół jest albo wierny Ewangelii, Duchowi, który żyje w Kościele i go poucza, albo dryfuje w kierunkach kulturowej mody czy egoistycznych próżności, rozbijając pod pozorem dobra jedność, ku radości wielu zainteresowanych.

Tradycjonaliści są jednym z wyzwań dla Kościoła, gdyż przyciągają uwagę niektórych młodych ludzi, ukierunkowując ich krytycyzm nie na świat, ale na własny Kościół. Młodość jest radykalna, chce jednoznacznych odpowiedzi, jasnej identyfikacji, zaangażowania w słuszną sprawę. Młodości brak jednak wiedzy i doświadczenia, dlatego tradycjonaliści będą im imponować swoją bezkompromisowością i militarnym językiem jedynych sprawiedliwych. Katolicyzm w jedności z głową Kościoła jest znacznie bardziej wymagający, bo nie sprowadza się do kilku prostych reguł i rytuału. Wielu odpowiedzi trzeba bowiem poszukiwać krok po kroku, cierpliwie czekając na łaskę zrozumienia rzeczy wewnętrznych. Pouczenie przychodzi dzięki posłuszeństwu Duchowi i żywej relacji z Chrystusem, a nie poprzez formy zewnętrznej poprawności, nawet jeśli bardzo wymagającej. Jedynie pogłębiająca się relacja z Chrystusem zapala w duszy światło, które rozprasza mroki lęku i pokazuję drogę miłości.

Apele jakich wiele, a ostatni to uwydatni

Na pewno księża powinni często robić rachunek sumienia ze sposobu odprawiania Mszy św. Trzeba dbać o prostotę i piękno, o autentyzm modlitwy i stałe ulepszanie kazań, tak by pomóc wiernym doświadczać sacrum. Kościół zawsze potrzebuje świętych kapłanów, którzy ani nie wpadną w rutynę, ani nie będą przesłaniać Chrystusa teatralnym pozerstwem.

Na koniec prośba do tradycjonalistów. Zamiast szukać luk w moim artykule, wskazywać na mylne użycie pojęć świadczące o całkowitej ignorancji autora, czy zamiast chować się za zbiorem żelaznych cytatów z ulubionych dokumentów, zróbcie coś, co jest wielowiekową tradycją Kościoła, zapoczątkowaną w okresie obrad Soboru Trydenckiego - odprawcie Ćwiczenia duchowe. To tylko 8 dni. Nic nie tracicie, a będziecie mogli głębiej ocenić ile warte są wasze przekonania i lepiej dostrzeżecie sens modlitwy Jezusa o jedność Kościoła, którą modlił się podczas Ostatniej Wieczerzy, tej historycznie pierwszej liturgii eucharystycznej.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Tradycjonaliści - samozwańczy strażnicy Prawdy?
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.